1. miejsce w konkursie literackim 🖋️👴🏻👵🏻
25 marca 2026 roku w Kino Sokół odbyło się wyjątkowe wydarzenie pod hasłem „Spotkanie międzypokoleniowe”
, zorganizowane we współpracy ze Stowarzyszeniem Miasto Świętej Kingi. W spotkaniu wzięli udział zarówno seniorzy 
, jak i uczniowie klas ósmych, co stworzyło niezwykłą okazję do integracji i wymiany doświadczeń.
Szczególne powody do dumy ma nasza szkoła
. Uczeń klasy 8 – Stanisław Stawiarski – zdobył I miejsce
w konkursie literackim pt. „Dziadkowie w mojej rodzinnej historii”. Podczas uroczystości sam odczytał swoją pracę
, co było ogromnym wyróżnieniem i pięknym przeżyciem dla wszystkich obecnych.
W tym ważnym dniu Stanisławowi towarzyszyli: babcia Marysia
, pani dyrektor Agnieszka Weryńska-Kot, pani właściciel Iwona Rams oraz reprezentanci klasy 8
.
Uroczystość rozpoczęła się od oficjalnego powitania gości
. Następnie odczytano trzy najlepsze eseje
, które zajęły najwyższe miejsca w konkursie. Po prezentacji prac odbyło się wręczenie nagród z rąk burmistrza Starego Sącza
, a także wyróżnień dla pozostałych uczestników.
Program wydarzenia był bogaty i różnorodny
. Obejmował:
• skecze i scenki humorystyczne
,
• występy z przebojami z dawnych lat
,
• wspólny poczęstunek 
.
Szczególnie ciepło przyjęto występ seniorów
, którzy zaprezentowali humorystyczne scenki przeplatane znanymi utworami sprzed lat. Ich energia i poczucie humoru spotkały się z entuzjastyczną reakcją publiczności
.
Na zakończenie wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni na poczęstunek
, który był okazją do rozmów, integracji i wspólnego świętowania sukcesów
.
Serdecznie gratulujemy Stanisławowi wspaniałego osiągnięcia
i życzymy mu dalszych sukcesów!
A oto esej Stanisława:
🩵WSPOMNIENIE O MOICH DZIADKACH🩵
Kiedy myślę o moich dziadkach, najpierw czuję zapach suchego siana i świeżych owoców przyniesionych z ogródków działkowych. Ten zapach zawsze wraca latem, gdy w domu w Starym Sączu babcia coś piecze. Babcia Marysia i dziadek Mieczysław mieszkali tam razem od prawie czterdziestu lat. Dom jest murowany, z dużym ogródkiem, na którym do dziś pasą się kury, stoi stary, składany rower i kilka metalowych wiader.
Dziadek urodził się w 1942 roku w Rożnowie, w trakcie wojny. Mówił, że jego pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to to, jak żołnierz niemiecki w czasie wycofywania się z frontu wkroczył im do domu i dał mu czekoladę, a żołnierz sowiecki, który gonił tamtego, zabrał mu ją. Jako kilkunastoletni chłopak nielegalnie łowił ryby na Dunajcu, a potem musiał uciekać przed milicją, ponieważ ktoś na niego doniósł. Przez całe swoje życie pracował jako elektryk, dużo majsterkował, udzielał się na ogródkach działkowych i bardzo pomagał innym. Najbardziej lubił opowiadać o swoim Fiacie 126p, którego kupił w 1978 roku po pięciu latach odkładania na książeczkę. Wspominał, iż gdy przyjechał nim na swoje osiedle, wszyscy sąsiedzi zbiegli się, aby zobaczyć samochód. Niestety dziadek zmarł rok temu.
Babcia Marysia jest o rok młodsza. Pochodzi z Piasków-Drużkowa. Przez prawie całe swoje życie pracowała w fabryce produkcji elektrod w Biegonicach; była tam suwnicową – kierowała
maszyną, która przenosiła ciężkie ładunki. Mówi, że najgorsze były kolejki po jedzenie na kartki. Wspominała, że stała czasem od piątej rano, a i tak wracała z pustą siatką. To wtedy nauczyła się gotować mnóstwo przeróżnych potraw z prawie niczego i gotuje tak do dzisiaj. Jej specjalnością są też powidła śliwkowe – zawsze gotuje je w wielkim miedziaku na starej kuchence gazowej. Zapach smażących się śliwek roznosi się po całej ulicy i sąsiedzi zawsze proszą o słoik lub dwa.
Najbardziej pamiętam wspólne wieczory u nich w domu. Dziadek siadał na ławie pod balkonem, babcia nalewała kompot do szklanek w metalowych uchwytach, a ja słuchałem. Opowiadali o strajkach w latach osiemdziesiątych – dziadek strajkował wtedy z innymi robotnikami, choć bał się, że go zwolnią. O pielgrzymce Jana Pawła II do Starego Sącza w 1999 roku, kiedy babcia płakała, bo stała tak blisko, że widziała, jak Papież się uśmiecha. O tym, jak w latach 90. nagle zniknęły kartki, a w sklepach pojawiły się banany, i babcia mówiła: „Pierwszy raz w życiu spróbowałam banana i myślałam, że to jakieś sztuczne jabłko”.
Najważniejsze, czego mnie nauczyli, to szacunek do pracy i do jedzenia. Dziadek powtarzał: „Jak masz ręce i chęci, to sobie poradzisz, nawet jak władza głupia”. Babcia dodawała ciszej: „Ale najważniejsze, żebyś nikomu nie robił krzywdy i żebyś pamiętał, skąd jesteś”. Do dziś, jak jem chleb, to nie wyrzucam skórki, bo: „Szkoda tego chleba wyrzucać”. A jak jem powidła babci, to czuję, że jem kawałek ich życia.
Dziadkowie nie byli idealni – dziadek bywał uparty jak muł; jak raz postanowił, że coś zrobi po swojemu, to nie było mocnych. Babcia czasem narzeka na wszystko: na pogodę, na ceny, na technologię, na dzisiejszą młodzież oraz na polityków, ale właśnie to sprawia, że są prawdziwi. Nie są bajkowymi świętymi, tylko ludźmi, którzy przeżyli biedę, kolejki, transformację i wciąż się śmieją, kiedy opowiadają, jak dziadek raz przywiózł rowerem choinkę z lasu i zgubił ją po drodze.
Dzięki nim wiem, że rodzina to nie tylko święta i prezenty. To zapach świeżych owoców, smak powideł, stare zdjęcia w albumie i historie, które opowiadają przy herbacie. To poczucie, że stoję
na czyichś ramionach – ramionach ludzi, którzy nie mieli łatwo, ale nigdy nie przestali wierzyć, że będzie lepiej.
Dziękuję Wam: Dziadku, że byłeś, i Babciu, za to, że jesteś oraz za to, że nauczyliście mnie, iż najcenniejsze rzeczy nie mieszczą się w portfelu.
